piątek, 16 marca 2012

rozdział 1


Chłodny wiosenny wieczór. W niewielkim domu w skromnym pokoju i jak to miała w zwyczaju na parapecie siedziała dziewczyna. Dziewczyna imieniem Mia. Krucha o pięknych długich blond włosach i oczach niebieskich jak niebo latem, nie wspominając o cudnym uśmiechu, który potrafił ukazywać się dość często a w zanadrzu dwa słodkie dołeczki w delikatnie różowych polikach. Jedynie można to ująć...cudna, naturalna uroda. Siedząc, zastanawiała się nad tym dlaczego była tak lubianą osobą chodź nic nigdy dla tych ludzi nie zrobiła. Po prostu żyła. A jednak do szczęścia była jej potrzebna tylko Nina. Innym słowem czytaj przyjaciółka. Tak bardzo była dla niej ważna, taka siostra, której nigdy nie miała. Jest jedynaczką i cieszyła się faktem, że rodzice nie rozpuścili jej na wredną małolatę. Owszem dostawała to o czym marzyła, ale zawsze wychodziło na to, że jej rodzice czytają w myślach bo nie prosiła nigdy o nic. Siedemnastolatka, która zarabiała na siebie wtedy kiedy mogła i gdzie ją przyjmowano. Kochała zagłębiać się w muzykę, ale szczerze mówiąc nie miała wybranego gatunku. Pisała własne słowa i muzykę, którą grała na fortepianie lub gitarze w zależności od tego jaki miała nastrój. Gitara wskazywała na dobry humor, ale fortepian był tego odwrotnością. Jeśli chodzi o wyniki w szkole...szło jej dobrze. I to dosłownie bo takie oceny zbierała- dobre. Przesiadując godzinami na parapecie a to z instrumentem a to ze słuchawkami i odtwarzaczem, laptopem, książką lub po prostu wpatrywała się w okno z widokiem na wszystkie domy wokół. Nieraz śmiała się z tego, że mieszkała na obszarze brytyjskiego miasteczka gdzie na każdym kroku mogła spotkać sławną osobę, ale jednak nigdy ich nie poznała. Ale bywały dni kiedy łzy same leciały jej po czerwonych policzkach...delikatnie i pomału a ta pozwalała im tak spływać. A o czym myślała ? O tym, że jako jedna z niewielu nastoletnich dziewczyn przeżyła swoją pierwszą, zranioną... po prostu tą najgorszą miłość. Przepłakane dni i noce...wiele tygodni. Jev, czyli człowiek bez uczuć. Od samego początku kochał ją tak mocno jak ona jego. Byli uważani za parę na całe życie...ale tak po prostu, wtargnęła w ich życie Cheryl. Dziewczyna, która jeśli miała kaprys nie dawała za wygraną...musiała mieć chłopaka na "pstryk". Tak zrobiła i z Jev'em. Mia zawsze myślała, że to ten jedyny, że nigdy jej nie zrani i nigdy nie opuści. Ale taka jest głupota i naiwność tego wieku. Łzy zranionej miłości zostawiły ją jakiś miesiąc temu. W szkole mijała ich wielkim łukiem. I było dobrze chodź serce nadal się goi...ale kiedy będzie w stanie pokochać kolejnego zdrajcę ? A może nie...może będzie wyjątek - myślała optymistycznie. Dość rozmyślania. Spokojnie wstała i schodząc z piętra nałożyła na siebie lekką kurtkę i wyszła. Pogoda nie dopisywała, ale jej było wszystko jedno. Zmierzała w miejsce, które było jej małym rajem chodź był to zwykły park. Ale miał jednak część gdzie jej zdaniem nikt nie chodził tam prócz jej. Nigdy nikogo tam nie spotykała. Samotność ? Lubiła to, ale nie zawsze! Jednak tego wieczoru było inaczej. Szła w stronę ławki...ulubionej ławki, która nawet była oznaczona. Czyli wyryta pierwsza litera jej imienia. Za ławką znajdowało się wielkie drzewo za którym przystała i wpatrywała się na chłopaka, który zajmował jej miejsce. Nie chciała dzielić się tą ławką z nikim! Owszem była otwarta na znajomości, ale brak nastroju nie pozwalał jej na konwersacje nawet z własną matką. Siedział tam blondyn. Przez chwilę Mia uśmiechała się do siebie bo pomyślała, że mógłby być jej bratem przez to jak wyglądał. Tak podobny do niej...
Jednak dziewczynie nie podobało się to, że blondyn siedział tam sam i na dodatek przygnębiony. Tak...rozpoznawała nastrój u nawet obcych dla niej ludzi. Po chwili dostrzegła podchodzącego do niego chłopaka... ciemna karnacja i bejsbolówka - tyle rozpoznała w tych ciemnościach.
Przysiadł obok blondyna i poklepał go delikatnie po plecach. Najprawdopodobniej był to jego przyjaciel. Tak to bynajmniej wyglądało z perspektywy dziewczyny stojącej za drzewem. Rozmawiali. A po kilku sekundach podeszła dziewczyna. Strasznie chuda i blada chodź włosy były w ciemnym odcieniu. Usiadła automatycznie obok chłopaka w bejsbolówce i ucałowała go w policzek, szeptając mu coś do ucha, ale po grymasie na jej twarzy Mia wywnioskowała, że marudziła, ale ciemnej karnacji chłopak pogłaskał ją po głowie i szeptał coś ze słodkim uśmiechem. Ale najwyraźniej ją to nie interesowało bo wstała i szybko odeszła...na pewno obrażona- myśl dziewczyny obserwującej zza drzewa i pewna, że nikt jej tu nie zobaczy bo ławka była przed nią jakieś dobre trzy metry. Chłopak obrażalskiej schował głowę w dłoniach, ale po chwili wrócił na ziemię i dalej próbował pomóc przyjacielowi. Siedzieli tak kilka minut. Mia chciała już iść, ale zwróciła uwagę na trójkę chłopców, którzy podeszli do siedzących na jej ławce. Jakimś cudem zabrali blondyna ze sobą. Dziewczyna szybko schowała się za drzewo tak aby nie było jej widać, ponieważ jeden z chłopców zaczął się rozglądać. Rzecz spostrzegawcza u niego to włosy z burzą loków. W końcu ławka była wolna, ale Mia postanowiła już wrócić do domu i zanurzyć się w sen. 

6 komentarzy:

  1. zapowiada się ciekawie! czekam na następny rozdział. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie napisane, już to kocham. <3 Czekam na kolejny. :)

    Charlie(onedirection45.fbl, nie chce mi się logować:P)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne, na pewno będę czytać <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział :) Czekam na następny i zapraszam do mnie :) http://onedirection-love-boys.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapowiada się ciekawie i czekam na kolejny :)
    Zapraszam do mnie :*
    Patrycja <3.

    OdpowiedzUsuń